Jak Wiadomości TVP pokazywały wizytę prezydenta w Chinach?

Prezydent Andrzej Duda od 23 do 26 listopada przebywał z wizytą w Chinach. Wiadomości TVP wysłały tam swojego korespondenta Jacka Tacika. Niestety, jak zwykle sposób relacjonowania podróży polskiej głowy państwa pozostawia wiele do życzenia.

Dzień pierwszy – poniedziałek 23 listopada

Jest to drugi materiał w serwisie. W zapowiedzi (24 sekundy) słyszymy, że prezydent ma otworzyć polsko-chińskie forum gospodarcze. Potem, już w relacji Jacka Tacika słyszymy o wielkości Szanghaju i stanie chińskiej gospodarki. Są też wypowiedzi osób z polskiej delegacji. Dopiero w połowie materiału pojawia się 12-sekundowa wypowiedź prezydenta Andrzeja Dudy. Potem znowu wypowiedzi członków polskiej delegacji o wchodzącej do Azji demokracji oraz 10-sekundowa (!) wypowiedź chińskiej inwestorki. Na koniec 18-sekundowe podsumowanie/komentarz Jacka Tacika.

Długość materiału – 3:30

Ujęcia ze spotkania polskiej delegacji z Chińczykami – 0:30, w tym:

Wypowiedź prezydenta Dudy – 0:12

Dzień drugi – wtorek 24 listopada

Jest to trzeci materiał w serwisie. W 22-sekundowej zapowiedzi Piotra Kraśki słyszymy informację o spotkaniu Andrzeja Dudy z chińskim premierem. Potem 15-sekundowe wprowadzenie Tacika o łączeniu tradycji z nowoczesnością, następnie migawki ze szczytu 16+1 i bardzo krótka, 7-sekundowa wypowiedź polskiego prezydenta. Jakość nagrania jest bardzo słaba, dźwięk stłumiony, tak że trudno zrozumieć co mówi głowa państwa. Następnie migawki ze spotkania i na końcu znowu komentarz Tacika trwający 15 sekund.

Długość materiału – 1:25

Ujęcia ze spotkania polskiej delegacji z Chińczykami – 0:33, w tym:

Wypowiedź prezydenta Dudy – 0:07

Dzień trzeci – środa 25 listopada

Jest to trzeci materiał w serwisie. Prawie cała, trwająca 25 sekund zapowiedź stanowiła opis stanu chińskiej gospodarki. Niemalże mimochodem Piotr Kraśko wspomniał, że doszło do spotkania prezydentów Polski i Chin. Tacik pierwsze 30 sekund poświęca oprawie i powitaniu prezydenta Dudy przez Xi Jinpinga, podkreślając że wszystko zostało dokładnie wyreżyserowane. Potem 4-sekundowa (!) wypowiedź Andrzeja Dudy. Właściwie nie wypowiedź, a wyrwane z kontekstu, nic nie znaczące zdanie. Następnie Tacik wspomina o trzech podpisanych tego dnia umowach między Polską a ChRL.

Dalej jest wypowiedź prezesa BGK, skopiowane z poprzedniego dnia ujęcia ze szczytu 16+1, 15-sekundowa wypowiedź ministra Szczerskiego i animacja trasy kolejowej łączącej Polskę z Chinami. Potem pojawia się 15-sekundowy fragment wypowiedzi Andrzeja Dudy… z dnia poprzedniego (dlaczego nie pokazano jej 24 listopada?). Potem wypowiedź członka polskiej delegacji, chińskiej dziennikarki i parę zdań o Chinach. Na koniec 17-sekundowy komentarz Tacika.

Długość materiału – 3:29

Ujęcia ze spotkania polskiej delegacji z Chińczykami – 1:32, w tym:

Wypowiedź prezydenta Dudy – 0:19

Dzień czwarty – czwartek 25 listopada

Jest to szósty materiał w serwisie. Większość trwającej 18 sekund zapowiedzi Diany Rudnik poświęcona jest spacerowi prezydenta po Wielkim Murze Chińskim. Po dotychczasowym przedstawieniu wizyty można było odnieść wrażenie, że Andrzej Duda pojechał do Chin pozwiedzać najciekawsze atrakcje. Na początku materiału 21-sekundowy wykład Jacka Tacika o historii tej budowli. Potem pojawiają się ujęcia z wizyty polskiej delegacji z prezydentem na czele po oblodzonym fragmencie Muru. Następnie 10-sekundowa wypowiedź Andrzeja Dudy, ponownie kilka ujęć z Muru. Na koniec 14-sekundowy komentarz Tacika o tym, że podpisano wiele ważnych umów, a bardzo dużo będzie zależało od przedsiębiorców.

Długość materiału – 1:22

Ujęcia ze spotkania polskiej delegacji z Chińczykami – 0:30, w tym:

Wypowiedź prezydenta Dudy – 0:10

Komentarz

Przez 4 dni Wiadomości TVP pokazały łącznie 9 minut i 48 sekund relacji z wizyty prezydenta Andrzeja Dudy do Chin. Łączny czas ujęć spotkań delegacji polskiej z Chińczykami wyniósł 3 minuty i 5 sekund, natomiast łączna długość wypowiedzi prezydenta wyniosła 48 sekund. Dłużej mówił sam korespondent, bo przez 2 minuty i 24 sekundy. Koszty wysłania polskiej ekipy telewizyjnej do Chin nie odzwierciedlały jakości przekazu z Państwa Środka.

Z przykrością należy stwierdzić, że Jacek Tacik pojechał do Chin bardziej na wycieczkę, niż po to, by relacjonować wizytę prezydenta. Wiele rzeczy zostało pokazanych byle jak, po łebkach, a niektóre w ogóle zostały pominięte jak choćby spotkanie Andrzeja Dudy z Polakami mieszkającymi w Chinach. Pozornie mało istotne wydarzenie nabiera jednak znaczenia w momencie, gdy uświadomimy sobie, że takie spotkania podczas zagranicznych wizyt stanowią ważny element polityki prezydenta. Korespondent TVP skupiał się często na rzeczach mało istotnych, takich jak historia Muru Chińskiego, czy kwestie związane z oprawą uroczystości.

Jak zauważyły na Twitterze Hania Shen i Olga Alehno z Gazety Polskiej Codziennie, pojawiający się w poniedziałkowej i środowej relacji Tacika z Chin Sławomir Majman to dobry kolega prezesa TVP Jacka Daszczyńskiego. Jakby tego było mało, Majman po I turze wyborów prezydenckich obrażał Andrzeja Dudę nazywając go człowiekiem o „złośliwym uśmiechu i spoconej twarzy”. Nie ukrywał też swojego poparcia dla Bronisława Komorowskiego. Dla niego znalazło się łącznie 19 sekund czasu antenowego.

Kategorie:Polska

Jak Justyna Dobrosz-Oracz relacjonowała skład nowego rządu?

W poniedziałek 9 listopada, Beata Szydło zaprezentowała skład nowego rządu. Dla Justyny Dobrosz-Oracz z Wiadomości TVP była to okazja do szeregu złośliwości, manipulacji i wyrażenia swojej głębokiej niechęci do nowej partii rządzącej.

Już sama zapowiedź, trwającego niemal 6 minut materiału przez prowadzącą wydanie to wpisywanie się w narrację Platformy Obywatelskiej. Beata Tadla podkreśla, że „największe emocje budzi pojawienie się w rządzie Macierewicza, Ziobry i Kamińskiego, a PO podkreśla, że to największe oszustwo 25-lecia”. Dziwnym zbiegiem okoliczności, to samo, już w materiale, mówił rzecznik rządu Cezary Tomczyk.

Na początku swojego materiału Dobrosz-Oracz sugeruje, że Beata Szydło, była przez Jarosława Kaczyńskiego „podstawiona pod ścianą„, a wspólne zdjęcia i konferencja miały zatrzeć to wrażenie. To nie pierwszy raz, gdy reporterka Wiadomości w swoim materiale sugeruje niesamodzielność przyszłej premier.

Później, co jest rzadkością, pokazany jest 25-sekundowy fragment wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, który komentował spekulacje medialne dotyczące formowania rządu. Zazwyczaj wypowiedzi prezesa PiS są krótkie, przycięte, nierzadko wyrwane z kontekstu. Ten dość długi fragment można jednak odczytywać jako sugestię, że to Kaczyński miał najwięcej do powiedzenia w sprawie nowego rządu i w ogóle na całej konferencji.

Zaraz też Dobrosz-Oracz pokazuje archiwalne zdjęcia z konferencji prasowej Kaczyńskiego i Kazimierza Marcinkiewicza i przypomina, że 10 lat temu dokładnie w tym samym miejscu prezes PiS wskazywał już premiera. To kolejna już aluzja do niesamodzielności nowej szefowej rządu.

Dalej Dobrosz-Oracz mówi, że to „nie jest kopia rządu sprzed 10 lat” i w tym samym momencie pokazuje ujęcia… Antoniego Macierewicza wchodzącego do siedziby PiS. Nie słyszymy pytania zadawanego przez reporterkę, słyszymy jedynie odpowiedź nowego szefa MON. Dalej jest mowa o „przygotowywaniu pod grunt [pod nominację]” i pytanie (sugerujące odpowiedź) o oszukiwanie wyborców. Potem krótkie wypowiedzi Beaty Szydło oraz Jarosława Gowina i znowu ujęcie wchodzącego do siedziby PiS Macierewicza. Dobrosz-Oracz nie omieszkuje sięgnąć do archiwalnej konferencji Beaty Szydło, która mówiła, że „najbardziej prawdopodobnym kandydatem na szefa MON jest Jarosław Gowin”. Dalej po raz trzeci pojawia się ujęcie z Macierewiczem, nazwanym przez Dobrosz-Oracz „szefem smoleńskiego zespołu”. Po nim na temat tej kandydatury pojawia się komentarz Tomasza Siemoniaka, a bezpośrednio po tym komentarzu jest wypowiedź Mariusza Kamińskiego o „dobrym rządzie”.

Dalej autorka materiału zabiera się za omówienie kandydatury samego Kamińskiego na koordynatora służb specjalnych. Setka z wypowiedzi nominata i uwaga ze strony Dobrosz-Oracz, że jest on nieprawomocnie skazany na 3 lata więzienia za przekroczenie uprawnień.

Następnie słyszymy krytyczne uwagi Cezarego Tomczyka na temat składu nowego rządu: „szkoda Polski”, „rząd Macierewicza, Ziobry i Kamińskiego” i „wielkie oszustwo polityczne”. Chwilę potem Dobrosz-Oracz omawia kandydaturę wywołanego już Zbigniewa Ziobry. Przypomina o tym, że został wyrzucony z PiS z grupą rozłamowców. Wstawiona jest przy okazji wyrwana z kontekstu archiwalna wypowiedź Beaty Szydło o „dziecinadzie”. Widzowie mogą się tylko domyślać, że był to komentarz do odejścia Ziobry z PiS. Jest to ewidentna zagrywka obliczona na pokazanie niestałości poglądów nowej premier. Dalej kolejny krytyczny komentarz, tym razem Adama Szłapki, posła Nowoczesnej, który mówił o „powrocie do IV RP w jej radykalniejszej wersji”.

Następnie Dobrosz-Oracz mówi o kolejnych ministrach. Warto szczególnie zwrócić uwagę na to, jak wyglądało przedstawienie osoby prof. Piotra Glińskiego. Pada pytanie od reporterki TVN24, czy jest zadowolony z wejścia do rządu, na co Gliński odpowiedział, że jest „niezadowolony z tego, że nie może odebrać płaszcza”. Oglądając materiał Dobrosz-Oracz przeżyłem deja vu. Sprawdziłem kilka wydań Wiadomości TVP wstecz i okazało się, że niemal identyczna scena rozegrała się w środę 4 listopada. Wtedy to Dobrosz-Oracz również przy szatni pytała o wejście prof. Glińskiego do rządu, na co nie otrzymała odpowiedzi. W ten sposób próbowała zakpić sobie z Glińskiego i zrobić z niego idiotę, dla którego ważniejszy jest płaszcz od stanowiska ministra. Natomiast cała sytuacja wyglądała w ten sposób.

Screenshot z materiału Justyny Dobrosz-Oracz z 4.11.2015 (Wiadomości TVP)

Screenshot z materiału Justyny Dobrosz-Oracz z 4.11.2015 (Wiadomości TVP)

Screenshot z materiału Justyny Dobrosz-Oracz z 9.11.2015 (Wiadomości TVP)

Screenshot z materiału Justyny Dobrosz-Oracz z 9.11.2015 (Wiadomości TVP)

 

Dalej następuje prezentacja kolejnych ministrów poprzetykanych setkami. Witold Waszczykowski był pytany o kwestię śledztwa ws. Smoleńska, a Anna Zalewska o jej plany na rządzenie resortem. Potem kolejna krytyczna wypowiedź prezesa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza o „rządzie Jarosława Kaczyńskiego firmowanym przez Beatę Szydło”. Na koniec materiału ujęcie z wchodzącym do siedziby PiS Jarosławem Kaczyńskim i komentarz Dobrosz-Oracz:

Po historycznym zwycięstwie prezes PiS-u będzie nadal występował formalnie w roli… prezesa PiS-u. Formalnie.

Sugeruje tym samym, że to Jarosław Kaczyński będzie sterował rządem z tylnego siedzenia.

Kategorie:Polska

Czy to już koniec Polskiego Stronnictwa Ludowego?

Wybory parlamentarne, które odbyły się 25 października pod wieloma względami były przełomowe. Oprócz zdobycia samodzielnej większości przez PiS oraz wejścia do Sejmu ruchu Pawła Kukiza i partii Ryszarda Petru zwraca uwagę dramatycznie słaby wynik PSL, który będzie oznaczał stopniową marginalizację, a w dłuższej perspektywie być może także koniec tej partii na polskiej scenie politycznej.

Miny ludowców w niedzielny wyborczy wieczór mówiły same za siebie: ten wynik to tragedia, a wielu komentatorów sceny politycznej z rozbawieniem przypominało słowa dotychczasowego prezesa Stronnictwa Janusza Piechocińskiego o dwucyfrowym wyniku i budowie wielkiej koalicji PiS-PO-PSL z nim jako premierem. Z każdym policzonym głosem miny czołowych polityków tej partii rzedły coraz bardziej. Szybko okazało się, że mandatu nie uzyskali m.in.: obecny wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński, poseł wszystkich kadencji i były marszałek Sejmu Józef Zych, wicemarszałek Eugeniusz Grzeszczak, Jan Bury i Waldemar Pawlak – wszyscy zaczynający swoje kariery jeszcze w Zjednoczonym Stronnictwie Ludowym.

Reelekcji nie udało się też uzyskać żadnemu ze spadochroniarzy z Twojego Ruchu i Platformy Obywatelskiej. Z twardego jądra PSL do parlamentu udało się wejść jedynie Markowi Sawickiemu, Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi i Genowefie Tokarskiej. PSL uzyskał najsłabszy wynik w historii III RP – 5,13% i zaledwie 16 mandatów, co ledwie pozwoli na powołanie klubu parlamentarnego. Zabrakło niewiele (ok. 20 tys. głosów), by Stronnictwo w ogóle do Sejmu nie weszło.

W wyborach parlamentarnych w 2011 roku PSL zdobył 1 201 628 głosów, co stanowiło 8,36% i dało 28 mandatów. W tym roku ludowcy dostali zaledwie 779 875 głosów. Jak łatwo obliczyć PSL stracił 421 753 głosy co stanowiło ubytek aż o 35%. Przed tegorocznymi wyborami mówiło się, że PSL może wykończyć tylko wysoka frekwencja (ta była tylko nieco wyższa niż w 2011 roku), a wiele osób było przekonanych, że PSL swoje standardowe 7-8% dostanie. Osobiście typowałem wynik tej partii na 5,5%, choć po cichu liczyłem na to, że PSL się jednak nie dostanie do parlamentu. Od prognoz wyborczych ciekawsza jest jednak odpowiedź na pytanie o przyczyny tak słabego wyniku. A tych było co najmniej kilka.

Po pierwsze, PSL pozostające od ośmiu lat w koalicji nie tylko na szczeblu rządowym, ale też samorządowym z Platformą Obywatelską mocno oberwało rykoszetem. Tonąca Platforma ciągnęła na dno ludowców, a politycy PiS na każdym kroku przypominali, że podwyższenie wieku emerytalnego, obowiązek szkolny dla sześciolatków czy mielenie inicjatyw obywatelskich to zasługa koalicji PO-PSL.

Po drugie, PSL-em targały liczne afery korupcyjne i obyczajowe. W ostatnich 4 latach regularnie media obiegały informacje o takiej czy innej aferze z udziałem ludowców. W 2012 roku wybuchła tzw. afera Elewarru. NIK i CBA wskazywały na liczne nieprawidłowości, w tym wyprowadzanie olbrzymich pieniędzy i nepotyzm w tej spółce. Zamieszani w nią byli partyjni koledzy ówczesnego ministra rolnictwa Marka Sawickiego, który w wyniku afery podał się do dymisji. Sawicki jednak powrócił na stanowisko w marcu 2014 roku. Takie zachowanie musiało zostać bardzo negatywnie odebrane, nawet przez wierny elektorat PSL.

Największe szkody PSL-owi wyrządziła jednak afera podkarpacka, w którą zamieszany był Jan Bury. Wielowątkowa, uznawana za jedną z największych afer PO-PSL była ogromnym ciosem wizerunkowym dla Stronnictwa. Z jednej strony oskarżony m.in. o przyjmowanie łapówek, płatną protekcję oraz przestępstwa seksualne PSL-owski marszałek województwa podkarpackiego Mirosław Karapyta, z drugiej Bury, który miał przyjmować łapówki w postaci sztab złota i doprowadzić Skarb Państwa na wielomilionowe straty związane z budową elektrowni wiatrowych. Na kilka tygodni przed wyborami światło dzienne ujrzały też nagrania rozmów Burego z szefem NIK Krzysztofem Kwiatkowskim. Politycznie dla Burego zakończyło się fatalnie, uzyskał jedynie 5293 głosy (4 lata wcześniej 15 649) i nie uzyskał ponownie mandatu. Jakby tego było mało już w czasie kampanii wyborczej, 14 września CBA zatrzymało kandydatkę PSL na senatora Małgorzatę Stanioch. Wizerunek PSL jako partii skorumpowanej i zdegenerowanej utrwalił się na dobre.

Po trzecie, znaczną część elektoratu PSL przejęło Prawo i Sprawiedliwość. Stronnictwo od dawna (jeśli w ogóle) nie było związane z rolnikami i nie reprezentowało ich interesów. Ludowców interesowały tylko stanowiska i obsada państwowych spółek. Na nic zdawały się regularne zapewnienia polityków PSL, że troszczy się ono o sprawy wsi. W tym samym czasie PiS prowadziło konsekwentną politykę przyciągania wiejskiego elektoratu, podnosiło na licznych konferencjach sprawy wsi, co było szczególnie widoczne w czasie tegorocznej suszy.

Do tego wszystkiego dochodziły inne, pomniejsze czynniki, takie jak wewnętrzne tarcia w partii, której przykładem był chociażby konflikt na linii Piechociński-Pawlak. Ten drugi mimo utraty prezesury nadal zachowywał spore wpływy w partii i pozwalał sobie na niestandardowe działania, jak wtedy, gdy w lipcu ubiegłego roku żądał od szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza wyjaśnień w sprawie przeszukań w mieszkaniu i biurze Jana Burego. Sympatii PSL-owi nie przysłużyło też wzięcie na listy ludzi idących ręka w rękę z Palikotem, czy Johna Godsona, byłego polityka Platformy i Polski Razem.

Co teraz czeka Polskie Stronnictwo Ludowe? Marginalizacja, a docelowo polityczny niebyt. Władysław Kosiniak-Kamysz został nowym prezesem partii, bo nie było innego wyboru. On jako młoda i najbardziej rozpoznawalna twarz PSL po prostu musiał przejąć schedę po Januszu Piechocińskim. I mimo, że do tej pory był wiceprezesem partii oraz ministrem pracy, to nie był w PSL szczególnie ważną figurą. Bez umocowania w partii i zaplecza zbyt dużo nie zdziała. Poza tym to przymusowe odmłodzenie kadr wcale nie wpłynie pozytywnie na wizerunek partii. Kosiniak-Kamysz sprawia wrażenie nudnego urzędnika z prowincji i z pewnością nie przyciągnie nowego elektoratu. A ten, z racji konserwatywnego zacięcia będzie skłonny zwrócić się raczej ku PiS-owi. Poza tym Kosiniak-Kamysz pochodzi ze znanej PSL-owskiej rodziny, która znakomicie się odnajdywała przez ostatnie 26 lat. To nada odświeżeniu partii jeszcze bardziej pozorny charakter.

Stopniowo odcinany od spółek Skarbu Państwa, urzędów i stanowisk w samorządach PSL będzie popadał w coraz większy zamęt. To, co do tej pory stanowiło o sile tej partii przestanie odgrywać rolę napędowego motoru. Jak fatalna sytuacja panuje już teraz w partii, niech świadczy zmiana w sejmikach województw małopolskiego, lubuskiego i podlaskiego, kilka godzin po tym jak Janusz Piechociński ogłosił, że żadnych zmian w samorządach nie będzie. Część działaczy PSL będzie w stanie poprzeć PiS bez żadnych warunków wstępnych, co dla partii Jarosława Kaczyńskiego oznacza brak przymusu wchodzenia w niewygodne koalicje ze skompromitowaną partią. W Sejmie PSL będzie popierać większość projektów partii rządzącej (z powodów czysto koniunkturalnych), a kwestią czasu będzie gdy kilku posłów utworzy jakieś koło poselskie popierające PiS, a docelowo zgłosi akces do tej partii. Będzie to tym łatwiejsze, że w Sejmie nie ma już starej gwardii, która stawiała wzięte z sufitu warunki ewentualnej współpracy.

PSL to wieczny satelita, który nie umie żyć bez pana. Partia skorumpowana, tworząca liczne układy, która by żyć musi partycypować we władzy, długo nie utrzyma się na powierzchni. A akty oskarżenia i wyroki dla takich ludzi jak Bury czy Karapyta będą stanowiły najlepsze zwieńczenie politycznego bytu Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Kategorie:Polska

Jak wygląda typowe wydanie Wiadomości TVP cz. 2

19 października 2015 Dodaj komentarz

Dziś druga część omówienia typowego wydania Wiadomości TVP.

Materiał trzeci: kryzys imigracyjny

Autor: Jacek Tacik

Czas trwania: 3:16

Materiał, jak większość tych dotyczących imigrantów, rozpoczyna się od ujęć kobiet z dziećmi próbującymi przekroczyć granicę. Pojawia się też element sensacyjny: pokazywane są (podobno) po raz pierwszy zdjęcia zamieszek z węgiersko-serbskiej granicy z połowy września. Dlaczego czekały aż miesiąc na ujawnienie? To pytanie ciśnie się jako pierwsze na usta. Zresztą nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować z kiedy pochodzą zdjęcia. Wiemy jednak, że pan Tacik jest mocno uprzedzony uprzedzony do Węgrów, po tym jak z własnej winy został potraktowany policyjną pałką po głowie.

Potem krótka wypowiedź Viktora Orbana, rzeczniczki prasowej polskiej Straży Granicznej i znowu tłumy imigrantów próbujących przekroczyć granicę, w tym oczywiście kobiety i dzieci. Potem wypowiedź Tuska i znowu kolejna sensacyjna informacja: „bułgarska policja zastrzeliła imigranta„, choć przeczy temu przytaczana wypowiedź szefa służb operacyjnych bułgarskiego MSW, który powiedział wprost, że imigrant dostał rykoszetem strzału ostrzegawczego i zmarł w drodze do szpitala. Tacik komentuje to w ten sposób: „śmierć migranta pokazała unijnym liderom, że czas to nie tylko pieniądz, ale i życie”. Potem jeszcze kilka migawek z tzw. hot spotów i wypowiedź przedstawicielki UHNCR.

Następnie Tacik informuje, że na poprzednim szczycie porozumiano się w sprawie podziału imigrantów. Nic o ustaleniach dotyczących Polski, ale jest za to wypowiedź Kopacz w Brukseli, która mówi o tym, że podział kwot powinien być dobrowolną deklaracją krajów UE. Ani słowa o tym, że polski rząd przyjął ustalenia wymuszone na szczycie. Potem jeszcze jedna migawka z dzieckiem. I na koniec konstatacja Tacika: rację ma Hollande, który mówi, bez współpracy Europa nie poradzi sobie z kryzysem.

Materiał czwarty: rola Turcji w kryzysie imigracyjnym

Autor: Marcin Antosiewicz

Czas trwania: 3:01

Materiał nie wyróżnia się niczym nadzwyczajnym. Są wypowiedzi tureckich ekspertów ds. międzynarodowych, informacja o walkach tureckiej armii z Państwem Islamskim i Kurdami. Antosiewicz przypomina o zamachu w Ankarze i podkreśla fakt, że obie strony konfliktu są bardzo brutalne. Pokazane jest też zdjęcie ciągniętego za tureckim radiowozem ciała 24-letniego Kurda.

Materiał piąty: uniewinnienie Jacka Karnowskiego

Autor: brak

Czas trwania: 45 sekund

______________

Materiał szósty: powołanie Narodowej Rady Rozwoju

Autor: Marcin Szewczak

Czas trwania: 3:15

Chyba najbardziej skandaliczny materiał tego wydania. Akcję rozpoczął swoją zapowiedzią Piotr Kraśko:

Prezydent Andrzej Duda powołał dziś Narodową Radę Rozwoju. Ma wypracować strategię w kluczowych dla przyszłości Polski sprawach takich jak gospodarka, bezpieczeństwo, czy badania naukowe. Także dziś GUS podał najnowsze dane o naszej gospodarce. PKB wzrosło o ponad 3%, a średnie wynagrodzenie przekroczyło 4000 zł. Wcześniej dowiedzieliśmy się, że bezrobocie spadło poniżej 10%. A czemu było poświęcone pierwsze posiedzenie Rady, Marcin Szewczak.

Na początku jest informacja, że NRR było jedną z deklaracji Andrzeja Dudy w kampanii, a w skład Rady weszło ponad 80 doradców. Potem 15-sekundowa wypowiedź prezydenta o budowie silnego państwa i wsparciu ekspertów, prezentacja kilku członków Rady o „różnych poglądach” i zakres działalności. Potem 11 sekund wypowiedzi członka NRR Czesława Bieleckiego. Teraz zaczyna się etap propagandowy:

Dla zwykłych obywateli ważna jest ochrona zdrowia, mamy coraz lepszych lekarzy i nowoczesny sprzęt medyczny, ale także kolejki do specjalistów i zbyt długie oczekiwanie na zabiegi.

Dalej jest 16-sekundowa wypowiedź Marka Balickiego, a w tle przesuwają się migawki ze szpitali ze wspomnianym nowoczesnym sprzętem.

Szewczak dodaje:

Dziś Narodowa Rada debatowała o ochronie zdrowia, wkrótce będzie się zajmować pomocą dla przedsiębiorców. Pracodawców i pracowników zapewne ucieszyły dzisiejsze dane GUS-u: w zeszłym roku gospodarka urosła o ponad 3%, choć przy deficycie 3,3% PKB. W zeszłym miesiącu wzrosła średnia płaca, która wynosi 4060 zł, ale pracodawców wciąż martwią na przykład niejasne przepisy podatkowe.

Potem 12-sekundowa wypowiedź prof. Witolda Modzelewskiego i znowu Szewczak:

Andrzej Duda będzie korzystał z opinii ekspertów w sprawach tak kluczowych jak polityka względem uchodźców, wojna na Ukrainie, polityka prorodzinna czy regionalna. Wśród prezydenckich doradców znalazł się między innymi wiceprezes PSL (wypowiedź Adama Jarubasa – 10 sekund). Andrzej Duda liczy, że mimo różnych poglądów Rada dojdzie do wspólnych wniosków, które staną się podstawą prezydenckich projektów ustaw.

Rozmyto całkowicie przekaz o powołaniu Narodowej Rady Rozwoju. Jedna ze sztandarowych obietnic w kampanii wyborczej została zepchnięta do roli „jednego z postulatów”. Początek działalności tej instytucji wykorzystano do pokazania, że w Polsce żyje się naprawdę dobrze i przedstawienia wskaźników gospodarczych GUS, które mają to potwierdzać. Są oczywiście takie niedomówienia jak w przypadku średniej płacy, o której nie wspomniano, że jest to płaca wyrażona brutto. Wypowiedzi prezydenta oczywiście też ograniczono do maksimum, wybrano, to co pasowało da materiału, który krojono tak, żeby wyglądało na to, że NRR nie jest do niczego potrzebna, bo kraj się rozwija. Należy to uznać, za prawdziwy skandal.

Koniec części drugiej

Kategorie:Polska

Jak wygląda typowe wydanie Wiadomości TVP? cz. 1

18 października 2015 Dodaj komentarz

Analizowałem już poszczególne materiały, porównywałem Fakty TVN z Wiadomościami, wyszukiwałem typowe przykłady manipulacji członków redakcji głównego serwisu informacyjnego telewizyjnej Jedynki. Dziś nadszedł czas na analizę jednego, całego wydania Wiadomości TVP. W tym przypadku będzie to wydanie z piątku 16 października 2015 roku.

Prowadzący: Piotr Kraśko

Czas trwania wydania: 26:40

Zaczynamy od zajawki. Zapowiadane są trzy materiały (czas trwania 37 sekund):

  1. Najnowszy sondaż wyborczy. (Jarosław Kaczyński: mamy ludzi, z których można tworzyć rząd; Janusz Piechociński: jest alternatywa dla partii wojny; Rafał Grupiński: duży może więcej, to jest ta zasada, której warto się trzymać
  2. Wzmocnienie granic. (Ewa Kopacz: zadeklarowaliśmy pomoc, jeśli chodzi o wzmocnienie granicy; Piotr Kraśko: Polacy pomogą pilnować węgierskiej granicy; Viktor Orban: mówimy o przywróceniu strefy Schengen; Donald Tusk: warunkiem wstępnym jest odzyskanie kontroli nad granicami) – migawka z dziećmi imigrantów
  3. Niechęć do imigrantów. (wypowiedź Murzyna: boję się o rodzinę; Kraśko: jak niebezpieczne są słowa; anonimowa kobieta w chuście: mówią, my was tu nie chcemy, ja cię zabiję; Adam Bodnar: nie jest to do zaakceptowania w warunkach demokratycznych) – migawka z marszu „Nie dla islamizacji Polski”

Według wydawców, najważniejszymi informacjami dnia są: kolejny sondaż wyborczy oraz… szanse PiS, kwestia wzmocnienia granic w obliczu napływu imigrantów oraz rzekoma ksenofobia i uprzedzenia Polaków wobec przybyszów z innych krajów. W zajawce pierwszej najpierw jest pokazany lider PiS, a chwilę po nim Janusz Piechociński mówiący o partii wojny. Metoda znana i powszechnie wykorzystywana przez mainstream – przytoczenie dwóch bezpośrednio następujących po sobie wypowiedzi, przy czym ten drugi ma być swego rodzaju „komentarzem”.

W zajawce drugiej: umiejętnie przycięta wypowiedź Ewy Kopacz – tu nie usłyszymy o granicy syryjsko-węgierskiej oraz stosowana w ostatnich tygodniach metoda wzbudzania litości, czyli pokazanie dzieci imigrantów. Trzecia zajawka to również znana i stosowana metoda robienia z Polaków bez mała funkcjonariuszy apartheidu. Dajemy wypowiedzi zaniepokojonych obcokrajowców, zaniepokojonego Rzecznika Praw Obywatelskich i równie zaniepokojonego Piotra Kraśki, który pyta o niebezpieczne słowa. Do tego migawka z marszu antyimigracyjnego i gotowe.

Materiał pierwszy: sondaż wyborczy dla Wiadomości

Autor: Karolina Lewicka

Czas trwania: 3:43

Na wstępie, nie inaczej, jest pokazany Jarosław Kaczyński, a wg Lewickiej: „PiS wraca do narracji budowania wspólnoty, także – to nowość – z politycznymi konkurentami”. Manipulacja, bo prezes PiS na swoich spotkaniach z wyborcami wielokrotnie odwoływał się już do takiej wizji państwa. Lewicka podkreśla, że według sondażu PiS-owi brakuje kilku mandatów do samodzielnych rządów i że partia będzie potrzebowała transferów, aby rządzić. Lewicka podkreśla też fakt, że Kaczyński mówił o ewentualnej współpracy z opozycją.

I swoim zwyczajem, by podważyć te zapowiedzi wyciąga archiwalne wypowiedzi prezesa PiS po wyborach prezydenckich, odnoszących się do Bronisława Komorowskiego. Lewicka przypomniała też, że Kaczyński nie przychodził na posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Pokazano nawet, co zdarza się rzadko, cały długi fragment konferencji prasowej Beaty Szydło pytanej właśnie o tę konkretną kwestię. Autorka przypomina też o katastrofie smoleńskiej, a o komentarz prosi… Pawła Wrońskiego z Gazety Wyborczej. Potem seria krytycznych wypowiedzi Nowackiej, Piechocińskiego i Grupińskiego oraz neutralny prof. Antoniego Dudka.

Lewicka komentuje: „brak współpracy jakiegokolwiek rządu z jakąkolwiek opozycją jest złym standardem polskiej polityki”. Jednocześnie pokazuje migawkę z… Jarosławem Kaczyńskim. Dalej znowu Lewicka: „dziś prezes PiS nie tylko uspokajał, ale i groził: albo rząd PiS albo rząd wielopartyjny”. Autorka materiału, znana ze swej bardzo głębokiej niechęci do partii opozycyjnej nie waha się bez potrzeby cechować pejoratywnie każdej wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego. Z dziennikarstwem nie ma to nic wspólnego.

Materiał drugi: szanse i rola partii KORWiN po wyborach

Autor: Justyna Dobrosz-Oracz

Czas trwania: 3:44

Na początku materiału fragment konferencji prasowej na której Przemysław Wipler i dwaj politycy partii KORWiN piją szampana, a wiceprezes partii mówi, że to będzie jedyny fragment, który pokażą w telewizji (sic!). Był blisko, bo co prawda, nie był jedyny, ale pierwszy w materiale, co ma niebagatelną rolę. Dobrosz-Oracz kwituje to stwierdzeniem, że: autoironia nie zmienia faktu, że partia KORWiN już świętuje niewielki wzrost w sondażach, choć w nie nie wierzy (sic!).

Od razu totalna negacja, niechęć autorki materiału do tej partii widać gołym okiem. Dalej Dobrosz mówi, że: „nic nie wskazuje na to, by ten wynik się powtórzył mimo mocnej antyimigranckiej ofensywy”. Dla potwierdzenia tej tezy pojawia się fragment wystąpienia Janusza Korwina-Mikke: „imigrantów mogą dać nam na kark, bo Polska nie jest już suwerennym państwem”. Dalej Dobrosz ciągnie: „od początku kryzysu korwinowcy chcą występować w roli najbardziej radykalnej partii sprzeciwu wobec uchodźców”. W tym momencie pojawiają się wypowiedzi Korwina-Mikke na forum PE o „zalewie śmieciem ludzkim”. Tę wypowiedź chwilę później tłumaczy rzecznik partii KORWiN. Dalej Dobrosz-Oracz mówi o „planowanej rewolucji podatkowej”, co potwierdzić ma wypowiedź Korwina na temat zniesienia podatku dochodowego. Dobrosz-Oracz przypomina, że realizacja tych postulatów będzie oznaczała zniesienie publicznej służby zdrowia oraz szkolnictwa i przytacza wypowiedź JKM z programu „Polityka przy kawie”, gdzie mówi on o tym, że w prywatnych lecznicach weterynaryjnych nie ma kolejek.

Postulaty KORWiN-a podsumowują stali „eksperci” Wiadomości ds. ekonomicznych: Piotr Kuczyński i Małgorzata Starczewska-Krzystoszek, którzy mówią o „księżycowym programie” oraz „budowie państwa dla ludzi bogatych, młodych i tych, którzy mają szczęście”. Dobrosz-Oracz wyraża swoją prywatną opinię, że „partii marzy się bycie języczkiem u wagi po wyborach, choć potencjalnych sojuszników widzi tak jak na tym happeningu” (ujęcie z wypuszczenia świń pod Sejmem). Potem jeszcze wypowiedź Korwina-Mikke o tym, że jest „gotów zawrzeć koalicję z ludożercami”, a na końcu Dobrosz-Oracz przypomina, że JKM jest europosłem i w wyborach do PE startował pod hasłem: rozwalić Unię od środka.” Ma to oczywiście świadczyć o nieszczerości intencji i politycznym wyrachowaniu.

Koniec części pierwszej

Kategorie:Polska

Jak Wiadomości TVP pokazują Nowoczesną Petru

16 października 2015 1 komentarz

Po ujawnieniu korespondencji mailowej działaczy Nowoczesnej Ryszarda Petru w internecie pojawiły się słuszne pytania o to, dlaczego główny serwis informacyjny TVP nie poinformował o szczegółach sprawy. Może dzięki temu redakcja Wiadomości się zreflektowała i z jednodniowym opóźnieniem podała informację o wycieku, ale w takiej formie, że Ryszard Petru wyszedł na poszkodowanego.

Już zapowiedź materiału (czas trwania 3:34) przez Piotra Kraśkę wróżyła, że będzie to kolejny materiał z cyklu „super kandydat Ryszard Petru”:

We wtorkowej debacie weźmie też oczywiście udział lider Nowoczesnej Ryszard Petru. Jeśli jest prawda w powiedzeniu, że miarą twojego sukcesu jest liczba twoich wrogów, to Petru musi sobie nieźle radzić w kampanii. Bo obok zwolenników na jego spotkaniach zawsze jest też sporo profesjonalnych przeszkadzaczy. A jaka jest linia tego sporu i dlaczego trąbka nie zastąpi jednak programu Anna Hałas-Michalska.

Od dawna o nikim Piotr Kraśko tak przychylnie się nie wypowiadał jak o Nowoczesnej. To kuriozalne, by w tak oczywisty i stronniczy sposób chwalić jedną z partii politycznych. Wychodzi na to, że na spotkania przychodzą „profesjonalni przeszkadzacze”, żeby porządnemu kandydatowi psuć kampanię wyborczą wyborczą. Wszystko zostało przedstawione tak, jakby zorganizowane grupy rozbijaczy wieców politycznych uwzięły się na Ryszarda Petru.

Screenshot z materiału Anny Hałas-Michalskiej 15.10.2015

Screenshot z materiału Anny Hałas-Michalskiej 15.10.2015

 

Pierwsze ujęcie w materiale Anny Hałas-Michalskiej to uśmiechnięty Ryszard wysiadający ze swojego wyborczego autobusu i witający czekających nań dziennikarzy. Komentarz autorki:

W końcówce kampanii, lider Nowoczesnej musi się tłumaczyć z maili, które ujawnił Zbigniew Stonoga, biznesmen znany choćby z publikacji fotokopii akt ze śledztwa w aferze podsłuchowej.

I od razu pojawia się fragment konferencji Ryszarda Petru:

Na czyje zlecenie działa pan Stonoga, czy to nie jest przypadkiem zlecenie jakichś służb, pytanie z kim współpracuje, nie wiem czy to jest partia KORWiN czy Kukiz?

Tę wypowiedź wybrano nieprzypadkowo – będzie pasowała do dalszej części materiału. Pojawia się post Stonogi na Facebooku ze zdjęciem Petru oraz podpisem „Trzymaj się Rysiu, będzie ciężko” i komentarz Hałas-Michalskiej:

Opublikowano zapis domniemanej korespondencji Ryszarda Petru dotyczącej między innymi finansowania partii. Domniemanej, bo lider Nowoczesnej mówi o fałszerstwie i zawiadomił już ABW.

Widzimy, że położony jest nacisk na słowo „domniemana”. Tymczasem Ryszard Petru nie zaprzeczył autentyczności maili, a co więcej, niektórzy nadawcy wiadomości zdążyli już potwierdzić, że są one prawdziwe. Jeśli się robi materiał z opóźnieniem, to powinno się to było ustalić. Niestety widzowie nie mogli też zobaczyć treści chociażby jednego maila, nawet mało znaczącego, dla celów poglądowych. Poza tym wszystko sprawa wygląda poważnie, no bo przecież została powiadomiona ABW.

Dalej Hałas-Michalska:

Partia KORWiN z kolei przekonana o łamaniu przez Nowoczesną prawa zwróciła się o wyjaśnienie sprawy.

Fragment wypowiedzi Przemysława Wiplera:

Apeluję do pana prokuratora generalnego, by objął swoim szczególnym nadzorem tą sprawę, żeby nie została zamieciona.

I znowu pojawia się fragment konferencji prasowej Petru, zakłóconej piszczałką przez jednego z członków partii KORWiN. Komentarz autorki materiału:

Na linii Nowoczesna-KORWiN iskrzy, gdzie pojawia się Ryszard Petru, tam są i oni. Próbowali zagłuszyć konferencję, aż lider Nowoczesnej postanowił oddać im głos.

Po sprawie „domniemanych maili”, czas na zbudowanie narracji konfliktu między KORWiN-em a Nowoczesną. Działacze tej pierwszej partii zostali już oskarżeni o ujawnienie maili (nieco dziwne, bo gdyby tak było, to Wipler nie apelowałby raczej o objęcie nadzorem śledztwa przez prokuratora generalnego), a potem o rozbijanie konferencji prasowych lidera Nowoczesnej. Wygląda na to, że Petru jest mocno poszkodowany. Należy mu się więc współczucie. I medialne wsparcie

Dalej pojawia się komentarz prof. Wawrzyńca Konarskiego (niestety niechlujnie przyciętą):

…jest partią libertariańską, chce przyciągnąć ludzi bardzo mocno zorientowanych prowolnorynkowo. Podobny elektorat również jest istotny dla Ryszarda Petru, więc KORWiN z oczywistych powodów będzie go ze szczególną zawziętością atakować.

I dalej Anna Hałas-Michalska:

Ostro także między Nowoczesną a Kukizem

Pojawia się wypowiedź Kukiza z… 1 października 2015 roku:

Tuż po wyborach będziemy mieli do czynienia z natychmiastową koalicją Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej PL

I natychmiastowa „odpowiedź” Ryszarda Petru z 13 października:

Apeluję do pana Pawła Kukiza, żeby od razu się zapisał do Prawa i Sprawiedliwości. Powiedział, że będzie popierał ten rząd, to niech się zapisze.

Kolejne koło ratunkowe od autorki materiału:

Zwolennicy Pawła Kukiza obrzucili Nowoczesną fikcyjnymi banknotami.

Na filmie wyglądało jakby coś ciężkiego poleciało w stronę Ryszarda Petru. Tymczasem były to zwinięte w rulon papiery symbolizujące franki szwajcarskie. Wychodzi na to, że nie dość, że przeszkadzają, to jeszcze fizycznie atakują.

Znowu pokazana jest wypowiedź Ryszarda Petru:

Mogę to pokazać? (Obok Petru przelatuje paczka fikcyjnych banknotów – pierwsze ujęcie). Jeżeli wszyscy atakują, to znaczy że się boją (ujęcie drugie).

Wiemy już więc czym inspirował Piotr Kraśko w swojej zapowiedzi materiału.

Dalej leci litania postulatów Nowoczesnej w wykonaniu Hałas-Michalskiej:

Wśród propozycji gospodarczych Ryszarda Petru sztandarowym postulatem jest podatek linowy 16% PIT, VAT i CIT, dalej dwuletnie zwolnienie z podatków dla firm z zyskiem do 100 tys. złotych rocznie. Nowoczesna proponuje prywatyzację górnictwa i urzędów pracy, likwidację KRUS, zwiększenie liczby szkół zawodowych, dobrowolne ubezpieczenia społeczne.

Postulaty te ocenia Janusz Jankowiak główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu:

Proponuje w zasadzie maksymalnie uproszczony system liniowego jednolitego podatku, nie zajmując się jednak klinem podatkowym, czyli kosztami pracy. Propozycje kierunkowo są dosyć ciekawe, natomiast są one w porównaniu z propozycją Platformy, znacząco bardziej kosztowne.

… oraz prof. Ryszard Bugaj z Polskiej Akademii Nauk:

To kalka z wczesnej Platformy Obywatelskiej nie 3 razy 15 tylko trzy razy 16. Nie sądzę iżby można było zachować wpływy do budżetu na tym samym poziomie. Przewiduje, że będzie jedna stawka VAT-u, co oznacza że dla sporej grupy ludzi biedniejszych obciążenia podatkowe bardzo poważnie wzrosną.

Dalej Hałas-Michalska:

Nowoczesna przewiduje rekompensaty dla najuboższych w przypadku VAT i poprawy jego ściągalności przez likwidację możliwości oszustw na tzw. słupy.

I znowu fragment wypowiedzi Petru:

Polska nie ma wyboru między Kaczyńskim i Tuskiem, między panią Szydło, a panią Kopacz. Można głosować na nas.

Swój materiał Anna Hałas-Michalska kończy wynikami ostatnich sondaży.

Sondaże w ostatnich tygodniach dają partii Ryszarda Petru od 4 do 8% poparcia.

W materiale nie zostały pokazane maile, nie było nic o niejasnościach związanych z finansowaniem jego kampanii, licznych fundacjach i stowarzyszeniach Ryszarda Petru. Nie było też nic o powiązaniach Nowoczesnej z byłymi politykami PO, SD i kancelarii Komorowskiego. Zbudowano za to narrację konfliktu na linii Kukiz/KORWiN-Nowoczesna, a z Ryszarda Petru zrobiono ofiarę nagonki ze strony politycznej konkurencji. Przy okazji przypomniano najważniejsze postulaty gospodarcze partii. Tak można w niecałe 4 minuty pomóc liderowi Nowoczesnej.

Kategorie:Polska

Operacja „Rumuńska tama”, czyli jak Petru pomaga(ją) bronić III RP

15 października 2015 Dodaj komentarz

Cztery miesiące, pompowanie w mediach i sondażach oraz niespotykanie dużo pieniędzy w niespotykanie krótkim czasie – tak w skrócie można podsumować działalność partii Ryszarda Petru Nowoczesna. Kreacji, która ma być jedną z ostatnich szans na uratowanie III RP.

24 kwietnia 2015 roku Ryszard Petru zapowiada powstanie stowarzyszenia Nowoczesna PL (zarejestrowane 2.07.2015). Od tego momentu szybko staje się ulubieńcem mediów. I o ile przez pierwsze trzy i pół miesiąca tego roku pojawiał się w mediach okazjonalnie, to już od połowy kwietnia do 1 października tego roku pojawił się co najmniej 59 razy w czołowych radiowych i telewizyjnych programach publicystycznych. Do tego trzeba doliczyć liczne wypowiedzi w dziennikach i artykuły prasowe. Nadmierne pompowanie Petru znalazło nawet swój wydźwięk w comiesięcznym raporcie TVP dotyczącym ilości czasu antenowego przeznaczanego dla poszczególnych partii politycznych. W jednym tylko tygodniu – od 21 do 27 września – przedstawiciele partii Petru byli pokazywani łącznie przez 16 minut, czyli aż o 6 dłużej niż PO i PiS łącznie. Trzeba przy tym powiedzieć, że Nowoczesna i jej lider są pokazywani, w znakomitej większości przypadków, w bardzo pozytywnym świetle.

Petru jest przedstawiany jako nowoczesny, elegancki i kulturalny ekonomista-technokrata, który przyniesie zmianę na polskiej scenie politycznej. Zakłamany obraz rzeczywistości i medialne wsparcie polega nie tylko na odpowiednim doborze słów Ryszarda Petru, ale nawet w przekazie z jego wieców. Do historii przejdą zestawione ujęcia z Wiadomości i Faktów oraz zdjęcia robione z góry uczestnikom spotkań na miejskich placach. W telewizji wygląda to tak, jakby przychodziły na nie tłumy ludzi, w rzeczywistości spotkania cieszyły się mizerną, najwyżej kilkunastoosobową frekwencją.

Żadne z mainstreamowych mediów nie zająknęło się o podejrzanym finansowaniu Nowoczesnej. Parasol ochronny roztoczony nad Petru nie pozwolił postawić pytania o jego udział w licznych, tworzonych naprędce fundacjach, spółkach i stowarzyszeniach (wszelkie próby pytania Ryszarda Petru o tę kwestię kończą się histerią i blokowaniem w mediach społecznościowych). Media nie mówiły też wcześniejszym politycznym zaangażowaniu kandydatów do parlamentu partii, mającej rzekomo przynieść odświeżenie sceny politycznej. Ugrupowanie tworzone jest w dużej mierze z ludzi dawniej związanych z Platformą Obywatelską, kancelarią Komorowskiego, Unią Wolności, Stronnictwem Demokratycznym, wielkim biznesem i korporacjami. Wystarczy tu wspomnieć chociażby o kilku „jedynkach” Nowoczesnej: Piotrze Misiło, Jerzym Meysztowiczu, czy Mirosława Pampuchu, byłych członkach PO. Resztę zajmują ludzie dobrani całkowicie przypadkowo, nieznani szerzej nawet w swoim regionie. Do tego należy wspomnieć o zaangażowaniu w kampanię Nowoczesnej takich ludzi jak Rafał Szymczak, były PR-owiec Bogdana Klicha, czy Sławomir Potapowicz wiceprzewodniczący SD.

Swoją drogą cała kampania opiera się tylko na osobie Ryszarda Petru. To on przyjeżdża na wiece, to on udziela wywiadów, to on ściąga na siebie całą uwagę. No bo kogo wyślą do mediów? Kandydatkę, która nie wie ilu jest posłów w Sejmie, czy może Klaudię, która śpiewa o złym Kaczyńskim? Reszta nie chce się wychylać, bo szybko zostaliby zdemaskowani jako byli działacze polityczni albo oderwani od rzeczywistości pomocnicy, którzy przywożą nowym Subaru ulotki wyborcze (autentyk).

Równocześnie (i zapewne znowu nieprzypadkowo) z Ryszardem Petru do mediów jako „ekspert” i komentator bieżącej polityki powrócił Leszek Balcerowicz – guru lidera Nowoczesnej. Jego przesłanie jest proste: trzeba bronić Polski przed powrotem PiS do władzy, a Petru to znakomity ekonomista – jedyny w swoim rodzaju fachowiec, na którego warto postawić. Dał temu wyraz chociażby w ostatnim wywiadzie dla Gazety Wyborczej pod wiele mówiącym tytułem „PiS musi odejść”.

Nowoczesna w istocie nie jest ani partią polityczną, ani ruchem społecznym a raczej produktem marketingowym mającym zagospodarować trochę miejsca na polskiej scenie politycznej. Potwierdzają to chociażby maile działaczy Nowoczesnej, które wyciekły do opinii publicznej. Przebija w nich brak jakiegokolwiek programu politycznego, bylejakość i chaos. Jeden ze współpracowników Petru przyznał nawet, że ich postulaty uderzają w rodziny z dziećmi.  Nie można też mówić o pełnowymiarowej partii politycznej choćby z tego względu, że formacja ta formalnie istnieje zaledwie od 1,5 miesiąca (zarejestrowana dopiero 25 sierpnia 2015 roku). W polityce to tak, jakby w ogóle nie istnieć, co nie przeszkadza aspirować Ryszardowi Petru do roli trzeciej siły politycznej w Polsce.

Rzeczą godną uwagi jest też pompowanie w sondażach Nowoczesnej. Sygnał dał TVN, który zlecił pracowni Millward Brown przeprowadzenie badania, które zostało opublikowane 1 czerwca 2015 roku, a więc w dniu konwencji inaugurującej kampanię Ryszarda Petru. Nowoczesna uzyskała w nim aż 10% i czwarte miejsce. To całkowicie niewiarygodne, bo na początku czerwca nie było o partii Petru wiadomo właściwie nic. Te 10 procent stanowiło zatem swego rodzaju bonus startowy od zaprzyjaźnionej stacji i sondażowni. Potem już w żadnym sondażu takiego wyniku Nowoczesna nie dostała, ale MB oraz IBRiS stale pompowały Nowoczesną dając jej od 7 do 9% i pewne miejsce w Sejmie. Można jednak z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że partia Ryszarda Petru jest przeszacowana i jej wynik oscyluje w granicach 3-5 procent, a więc na granicy progu wyborczego. Pompa sondażowa służy przede wszystkim stworzeniu wrażenia, że Nowoczesna nie jest partią skazaną na porażkę i że wybierając Nowoczesną nie marnuje się głosu.

Ważnym i najmniej zbadanym wątkiem jest finansowanie partii Ryszarda Petru. Nie od dziś wiadomo, że  lider Nowoczesnej to człowiek od lat związany z bankami i korporacjami, między innymi Bankiem Światowym, PKO BP, BRE Baku, czy firmą Solaris produkującą autobusy. Petru, aby zebrać pieniądze na kampanię postanowił uruchomić system mikrowpłat na wyborcze konto. Wynik okazał się oszałamiający, bo w ciągu miesiąca sympatykom Nowoczesnej udało się zdobyć aż 3 miliony złotych. Okazało się też (co przyznał sam Petru), że pierwsze miejsce na listach można było sobie de facto kupić za… 30 000 zł. Dość oryginalne, jak na standardy demokratyczne.

Wkrótce na profilach społecznościowych Petru i Nowoczesnej mogliśmy zobaczyć grafikę, przedstawiającą studenta Adama Kądzielę, który miał wpłacić 10 tys. złotych na kampanię Nowoczesnej, oraz Monikę Rosę (notabene byłą pracownicą kancelarii Komorowskiego), która wpłaciła wspomniane już 30 000 zł za pierwsze miejsce w Katowicach. Jakby tego było mało, Petru oznajmił kilka dni temu, że uzyskał w PKO BP (co wiemy z ujawnionych maili) kredyt opiewający na 2 miliony złotych (notabene Petru był kiedyś w tym banku dyrektorem ds. inwestycji). Jakie były warunki udzielenia kredytu, co było zabezpieczeniem i jak zamierza spłacić dług (w końcu partia to nie przedsiębiorstwo handlowo-usługowe) niestety się nie dowiedzieliśmy. A to, że w ciągu kilku tygodni nieznana szerzej partia z jeszcze mniej znanymi ludźmi zebrała ponad 5 milionów złotych chyba nikt uwierzy.

Zakładając, że III RP będzie bronić się rękami i nogami przed zmianą status quo i rozliczeniami, trzeba brać pod uwagę, że projekt Nowoczesna to sprytny plan establishmentu biznesowo-politycznego na utrzymanie obecnego stanu rzeczy. Do Nowoczesnej idealnie pasują słowa… Stefana Niesiołowskiego z 2001 roku, który w Gazecie Wyborczej (!) o Platformie mówił tak: „Jest przede wszystkim wielką mistyfikacją. Mamy do czynienia z elegancko opakowaną recydywą tymińszczyzny (…) Uważam, że PO to twór sztuczny i pełen hipokryzji. Oni nie mają właściwie żadnego programu. Udają, że wprowadzają nową jakość, że są tam nowi ludzie.” Bardzo podobnie jest z Nowoczesną. Twórcy tego projektu nie wzięli jednak pod uwagę tego, że ludzie za pomocą internetu będą bacznie przyglądać się nowemu tworowi na polskiej scenie politycznej i ten swego rodzaju obywatelski audyt nie wypadł zbyt dobrze dla Ryszarda Petru. Ludzie wyczuli fałsz i sztuczność, a pompowany mozolnie przez kilka miesięcy niebieski balon zostanie przekłuty kartką wyborczą 25 października.

Kategorie:Polska
%d blogerów lubi to: